Udało mi się polecieć w przedniej kabinie DH60 Moth z 1929 roku. Samolot należy do Malcolma Paula i został odbudowany współcześnie z dostępnych starych części — ale głównie wykonany od nowa z planów. Konstrukcja jest głównie drewniana — nic dziwnego. Cały kadłub, w przeciwieństwie do Tiger Moth, jest z drewna.
Silnik ma korpus z lat 20-tych (tak!), choć niektóre elementy trzeba było zaadoptować z Gipsy Major. Stojące cylindry, brak pokryw zaworowych, ręczne smarowanie mechanizmu sterowania zaworów przed lotem. Otwieranie skrzydeł — piękna sprawa!
W kabinie wielki zegar, prędkościomierz z napisem „Imperial Airways", całkowicie obracany wysokościomierz, wielki mechaniczny „licznik" RPM silnika, busola. Ciśnienie oleju — jedyny przyrząd współczesny. Przyrządów w przedniej kabinie nie ma, przepraszam — jest prędkościomierz na skrzydle. Piękny, wielki, ceramiczny w znacznej części.
Malcolm w kabinie tylnej, Krzysztof w przedniej, ja zakręciłem śmigłem — ucząc się przy okazji innej procedury. Najpierw Krzysztof latał z Malcolmem, potem zamiana i ja ok. 20 min w powietrzu.
Marzy mi się taki Moth — pierwszy samolot zakupiony przez PLL LOT w 1929 roku. Może zdążę na 100-lecie? Na razie będzie mi trudno znaleźć i polatać czymś starszym...
Jacek Mainka